W wielu firmach podejście do wellbeingu przypomina ciągle objazdowy cyrk. Kolorowe atrakcje, szybka rozrywka i próba „zabawienia” pracownika, by choć na chwilę zapomniał o stresie. Problem w tym, że gdy muzyka cichnie, a cyrk odjeżdża do innego miasta, problemy zostają te same: chroniczne zmęczenie, stres, przeciążenie pracą, multitasking, presja wyników i nieadekwatne style zarządzania. Czy to też Twoja rzeczywistość?
Pora to powiedzieć głośno i wyraźnie: strategiczny dobrostan to nie jest dbanie o to, żeby pracownikowi było „miło i przyjemnie”. To nie jest kącik z konsolą do gier ani zestaw markowych gadżetów. To są mile widziane dodatki, ale jednak nie zmienią status quo funkcjonowania firmy. Wellbeing jest najzwyklejszym w świecie PROCESEM ZARZĄDCZYM z nastawieniem na efektywność operacyjną. To proces wspierający biznes.
Ale jeśli traktujemy wellbeing jak kram z rozmaitościami, to tylko chwilowo odwracamy uwagę od faktycznej sytuacji. Dostarczamy chwilowego zadowolenia, a nie długofalowej odporności, zwinności, elastyczności, umijętności.
Drogi wellbeingowcu i tu na scenę wchodzisz Ty. Albo utkniesz w roli „zabawiacza”, albo przejmiesz stery i zarządzisz tym działaniem. Marzysz, aby przestać pełnić rolę „klauna”, czy „czasoumilacza”, który ciągle musi udowadniać, że jego praca ma sens?
Jeśli chcemy mówić o strategii, to wymaga od nas innego sposobu myślenia i działania. Wtedy zamiast pytać: „Jak dzisiaj zabawić pracowników?”, zapytajmy: „Jakich narzędzi potrzebują nasi ludzie, by pracować zdrowiej i mądrzej?” Zamiast skupiać się na poszukiwaniu coraz to nowszych, bardziej „błyszczących” narzędzi do wspierania dobrostanu, sprawdźmy co i jak zmienić w organizacji pod kątem procesów, stylu zarządzania, menedżerów, godzin pracy, komunikacji…
No chyba, że zarząd decyduje się na „kramik”…, ale to już inna historia…
Prawdziwy dobrostan opiera się na czterech filarach, które są mało „błyszczące”, czy „jarmarczne”. Kojarzą się raczej z „ciężką pracą”. Może właśnie dlatego tak bardzo nie kojarzą się z wellbeingiem? Przecież wellbeing to „nicnierobienie”, to temat zarezerwowany tylko dla urlopu, hobby, czy ciepłych krajów…
Wróćmy do filarów:
Potrzebujemy, aby pracownicy potrafili dbać o siebie. Do tego niezbędna jest wiedza i praktyka. Tu potrzebujemy narzędzi, które dotkną zagadnień jak zarządzanie własną energią, budowanie zdrowych nawyków pracy głębokiej i odporności psychicznej. To historia o zmianie nawyków stylu życia, pracy i myślenia. Tu też największą odpowiedzialność ponosi każdy z nas jako człowiek, tylko my możemy zrobić tę zmianę. Wellbeing w firmie może być ułatwieniem, przestrzenią wsparcia, możliwością do wykorzystania.
Jak to wygląda w naszych zespołach? Jak nam się współpracuje? Relacje są kluczowym elementem zdrowia i poczucia szczęścia w życiu (więc w pracy też). Warto skupić uwagę na wsparciu zespołów w budowaniu kultura feedbacku, bezpieczeństwa psychologicznego i funkcjonowania w różnorodności (z nią i pomimo niej).
Menedżerowie muszą rozumieć, że dbanie o zespół to dbanie o zasoby firmy. Menedżer ma wpływ na wellbeing pracowników, czy chce, czy nie chce. Badania mówią, że aż 69%, porównywalnie z wpływem partnera życiowego, a większy niż terapeuta!
Potrzebujemy wellbeingowych menedżerów, liderów…
Menedżerów, którzy potrafią pracować z energią, choć nie są magikami. Menedżerów świadomych siebie i swoich stanów emocjonalnych. Liderów, którzy codziennie dbają o siebie, rozwijają się, pracuje nad sobą, którzy rozumieją, co to jest pozytywny wpływ i dodawanie ludziom poczucia sprawczości. Pragniemy liderów, którzy dbają o ludzi, nie o swoje ego i status. Chcemy menedżerów, którzy rozumieją, jak uruchamiać przepływ w zespołach dla osiągnięcia celu. I w tym wszystkim, i właśnie poprzez to są skuteczni!
I nie chcemy już czytać o nich tylko w bajkach!
Systemowe rozwiązania to całkiem chwytliwy nagłówek, który przyciąga uwagę zarządów i HR. Osobiście uważam, że choć od dawna, nie tylko ja, podnoszę ten temat, to nadal jeszcze pływamy na płyciźnie potrzeby zmian. Systemy w firmach mamy skostniałe. Ruszyć system, to czasem jak przesunąć o milimetr górę. Widzę wielu pasjonatów, ludzie bardzo chcą. I widzę też, jak bardzo potrzebujemy zmiany mindsetu osób zarządzających. Jest z każdym dniem trochę lepiej, ale po co ciągle szukamy „sztuczek” i „królika do kapelusza”?
Rama wdrożeniowa wellbeingu w biznesie jest ta sama od zawsze. To najzwyklejsza na świecie praca z obszarów HR-u, która ma za zadanie podnieść poziom dobrostanu ludzi, co z punktu widzenia biznesu ma poprawić efektywność biznesową. To WSPARCIE dla biznesu!
I jak każda inna praca z tego obszaru potrzebuje zaangażowania CAŁEGO BIZNESU, bo to on ostatecznie musi się zmienić w swoim stylu działania.
NIE da się zmienić sytuacji w biznesie bez jego zmiany! To proste! Tymczasem biznes mówi – to Wy HRy jesteście odpowiedzialni, nie mieszajcie nas do tego!
Ale tak się nie da. Wtedy pozostaje nam tylko stać na tej arenie cyrkowej z namalowanym uśmiechem. I gdyby chociaż jeszcze dali budżety na te „fajerwerki”…
To Ty biznesie musi ewoluować, transformować. To nie tylko ludzie mają zadbać o siebie i radzić sobie, to Ty masz być przestrzenią, która pozbywa się tego, co ciągnie w dół i nauczyć się działać tak, aby ludzie mogli robić swoją robotę bez utraty zdrowia i nadmiernego „zużycia” siebie samych.
Dlatego nie pytajmy: „Co nowego i atrakcyjnego możemy wdrożyć, aby „zrobić” ten cały dobrostan?” Zapytajmy czy nasze procesy firmowe wspierają pracę ludzi, czy ją utrudniają? Systemowy wellbeing to choćby eliminacja „złodziei czasu” i zbędnej biurokracji. To rozwiązania związane z kulturą pracy, stylem, zasad i norm na które w firmie się zgadzamy.
Dordzy wellbeingowcy przestańmy być animatorami czasu wolnego w godzinach pracy. Naprawdę nie musimy czuć się jak w cyrku! A już na pewno nie musimy robić za klauna 😉
Zacznijmy być projektantami środowiska, w którym człowiek może wzrastać. Przestańmy być kuglarzem, który czaruje dla frajdy widza. Bo ten ostatecznie później trafia do smutnej rzeczywistości. Zmieniajmy rzeczywistość poprzez zmianę mindestu ludzi, budowanie dobrej szczerej i wiarygodnej reputacji działaniamiom pro-wellbeingowym, i bierzmy się za zmianę systemu.
Marzenie…? Jak to wygląda u Was? Budujecie strategię, czy wciąż sprzedajcie bilety do cyrku?
Agata Pelc – o wellbeingu w polskich firmach, dylematach wellbeingowca z przymrużeniem oka… choć może jednak nie do końca…